Natura sobie bez nas poradzi

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze sztuką?

Początkowo było rysowanie i klejenie z plasteliny, następnie artystyczna szkoła średnia, a później uczelnia wyższa. Po jej ukończeniu nie byłem pewien, czy chcę kontynuować tę ścieżkę, choć miałem pełne do tego predyspozycje. Musiało minąć trochę czasu, aby znów stwarzać wyobrażenia tego, co mogłoby istnieć – jak to ujęła Olga Tokarczuk w mowie noblowskiej, określając, czym jest twórczość. Potrzeba sztuk plastycznych, wizualnych towarzyszy im od zawsze, więc niczego nie musiałem postanawiać.

Czy dzieciństwo i środowisko wpłynęło na obecny obszar podejmowanych przez Ciebie zagadnień?

To jest dziwne, bo środowisko zupełnie nie. Nikt z mojego otoczenia z dzieciństwa nie zajmuje się tym, czym ja. Myślę, że jest to zasługa przede wszystkim moich rodziców, postawy wspierającej mojego ojca i matki. Mój ojciec ma talent plastyczny, zawsze mnie to ciekawiło i imponowało mi. Tata poświęcał nam, mnie i bratu, bardzo dużo czasu na wspólne prace manualne i artystyczne. Jeśli coś tworzył, to my również garnęliśmy się do pracy. Pokazywał nam, jak coś można wykonać, jak narysować, wyciąć, skleić, wymodelować. Wymyślał wiele kreatywnych zabaw opartych na wyobraźni i pomyślunku.

Wychowywałem się w mieście, na osiedlu z wielkiej płyty. A jak sięgam pamięcią tatę i mamę zawsze ciągnęło do natury. Pewnego razu tata przywiózł z zagranicy namiot, a że nie było możliwości, aby wyjechać na wczasy, to rozbiliśmy go na ogródku. Ojciec wykreował z tego wielką przygodę, jakbyśmy nocowali w dzikiej głuszy pod namiotem. Z ogródka, wyposażeni w latarki, poszliśmy do pobliskiego lasku, na spacer przez „dziki las”. A że w mieście, to nie szkodzi. Obecnie często podróżuję po świecie w taki sposób, z namiotem i plecakiem. Miejsca, które wyszukuję na mapach, są dla mnie tak samo ważne, jak droga do nich i czas spędzony na jej pokonywaniu. Kontakt z naturą inspiruje mnie twórczo, filozoficznie, duchowo, napawa lękiem, podnieca, ciekawi. Natura jest potężna, a zarazem delikatna. To doświadczanie natury, jej różnorodności uświadamia, że jest się jej częścią.

Co było głównym bodźcem, który sprawił, że postanowiłeś tworzyć?

Wiele rysowałem, malowałem, rzeźbiłem od dziecka, naturalna kolej rzeczy sprawiła, że poszedłem w tym kierunku. Tak jak wspominałem wcześniej, kluczowa była zachęta i wsparcie rodziców, radość tworzenia.

Jaki według Ciebie jest najciekawszy element współzależności człowieka z naturą?

stwimy. Natomiast my jesteśmy od niej uzależnieni. Tak było już od pierwszego ogniska ludzi pierwotnych. Pokutuje założenie antropocentryczne, ludzkość w sensie globalnym traci kontakt z naturą, lekceważy ją i traktuje jak niewyczerpalne źródło do eksploatacji. Można to określić słowem „strata”, tracimy naturę przez dewastacyjną i agresywną ekspansję człowieka. Dziś wiele się o tym mówi w kontekście zmian klimatu. Istotnym elementem współzależności jest uświadomienie sobie, że jesteśmy jej częścią. Gdy tracimy naturę, równocześnie gubimy siebie. Dziś spieramy się, czy człowiek jest odpowiedzialny za zmianę klimatu – dyskutują politycy, naukowcy alarmują, żeby działać, ludzie zastanawiają się jak działać, czy nie jest za późno, czy to prawda, czy postprawda głoszona przez jakieś lobby. Jeśli wierzyć naukowcom i klimatologom to niezwłocznie potrzeba trafnie oszacowanych i skutecznych zmian systemowych. Będą one rzetelnie wprowadzane w dwóch przypadkach.

Pierwszy – gdy będzie chciała tego większość uświadomionych wyborców, a to wymaga szerokiego zaangażowania w ruchy społeczne proekologiczne i np. zmian w edukacji, ale na te efekty trzeba będzie poczekać. 

Drugi – gdy wydarzy się coś, co spowoduje arbitralną na szczeblu rządowym i społecznie radykalną zmianę, ale wtedy może być już za późno. Natura to nasze wspólne dobro i każdy z osobna powinien zastanowić się, co może zrobić, aby ograniczyć swój destrukcyjny wpływ. Chodzi o nasze decyzje w życiu codziennym, które edukują innych. Żyjąc w miastach, zapomnieliśmy, że rytm natury od zawsze był rytmem życia człowieka. Miasto narzuciło własne reguły: życie szybkie, pośpieszne, w którym zanikają umiejętności odpoczynku, bo jesteśmy stymulowani mnóstwem informacji. Przebywając w naturze, można zwolnić tempo, dostosować się do niej, pomyśleć nad sobą, a nawet się ponudzić. To zapewnia jeszcze życie na wsi.

Dziś rzadko mówimy; mam czas. Czy naprawdę posiadanie czasu to przywilej? Czas wolny postrzegamy jako wygospodarowane dobro. Natura i spowolnienie pędu życia to lekarstwo na równowagę psychiczną, fizyczną i duchową. Uczę się tego, podróżując.

Ponadto interesuje mnie, jak natura wpływa na obyczaje człowieka, jego kulturę, codzienność. Mogłem to obserwować, przebywając na mongolskim i kirgiskim stepie, będąc goszczonym w jutrach, w boliwijskich domach z soli na płaskowyżu Altiplano, w wiosce Komdhara w Indiach w Bengalu Zachodnim.

Komdhara to wioska, jakich w Indiach tysiące, ludzie mieszkają tam w glinianych i ceglanych domach, często krytych słomą, zajmują się rolą, pranie robią w rzece i w stawach, jedzą wspólnie posiłki, piją herbatę, kąpią się wspólnie w jeziorze, modlą się razem. Tam życie płynie inaczej niż w mieście, ludzie są bliżej siebie, są razem. Żyją tak dzięki temu, że są bliżej natury, ona ich karmi i wychowuje we wspólnocie. W miastach się separujemy, odgradzamy, jesteśmy osobno, wspólnoty tworzymy bardziej na portalach społecznościowych niż w rzeczywistym świecie, żyjemy bardziej życiem cudzym niż swoim, przewijając kciukiem obrazki na Instagramie. O tym między innymi jest moja sztuka.

Misja przekazu, czy to element Twojej twórczości?

Moje projekty są komunikatem, ale tworzę je także dla siebie samego. Nie są moralizatorskim perorowaniem, a raczej subtelnym wskazaniem na problem o potencjale szerokiej interpretacji. Jeśli dotykają wrażliwości odbiorcy, wywołują wzruszenia, refleksje to znaczy, że działają. Mimo wsparcia technologii nie ujarzmimy natury w całości, nie zapanujemy nad nią w sposób dosłowny – o tym był projekt Prognostyk. Pojechałem szlakiem włoskich wulkanów z rzeźbami dymu z gąbki upakowanymi w plecaku. Nie czekając na prawdziwą erupcję wulkanu, fotografowałem swoją rzeźbę na tle stożka wulkanicznego. Fascynująca jest potęga natury, kataklizmów, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Na wystawie „Ale nudy”, którą zrealizowałem z portugalską artystką Dalilą Gonçalves w ramach ostatniego Warsaw Gallery Weekend, postulowaliśmy odwrót od industrializacji, technicyzacji życia, powrót do czynności manualnych, długotrwałych, nudnych, dzięki którym możemy pozwolić naszemu umysłowi na tzw. puste przeloty myśli. Są dwie nudy, ta stymulująca kreatywność i ta prowadząca do apatii. Opowiadaliśmy o tym rozróżnieniu ze wskazanie na tą pierwszą. Jedna z moich prac pt. Patyki, drzewa, lasy to wideo, przedstawiające mnie siedzącego na zwalonym pniu w lesie gospodarczym i strugającego nożem patyk. Sosny są wysokie i proste, takie też będą deski na przyszłe meble. Strugam patyk nożem, nie jeden, ale jeden za drugim, od początku do samego końca, bez konkretnego celu. Strużyny gęsto osypują się pod nogi. To, co robię z patykiem, my ludzie robimy z drzewami i całymi lasami w skali globalnej. Manualna czynność ostrzenia staje się coraz bardziej automatyczna. Ręka zapamiętuje ruch, nóż jest ostry, cięcie coraz bardziej wprawne, skupiony umysł nauczył dłoń posługiwania się narzędziem. Ten długotrwały proces pozwala na błądzenie myślami.

Czym dla Ciebie jest natura?

Domem.

Co to znaczy naturalny?

Pochodzący z tego domu.

Czy twórcy mają wpływ na zmiany zachodzące w naturalnej przestrzeni i sposób jej traktowania przez społeczności?

Odpowiem szerzej. Jeśli głos twórców jest odpowiednio nagłośniony medialnie, to może przyczynić się do zmiany postrzegania jakiegoś problemu przez część społeczeństwa. Nie oszukujmy się, bez tego nagłośnienia są to często działania lokalne. Kto dziś w Polsce interesuje się sztuką, kulturą, jaki to jest procent społeczeństwa? Przecież to wymaga pewnych nawyków i kompetencji. Artyści i artystki często jako pierwsi wskazują na niepopularne sprawy i problemy, poruszają tabu, budzą z wygodnej nieświadomości, prowokując dyskusję (dla przykładu można by wymienić twórców sztuki krytycznej w Polsce lat 90., których prace elektryzowały społeczeństwo, gdyż były wyrazistym komentarzem sytuacji społecznej, politycznej, ekonomicznej po transformacji w 1989 roku).

Obecnie artyści działają również społecznie, pociągają za sobą ludzi do konkretnych działań, także tych z zakresu obrony przyrody, przestrzeni naturalnej, klimatu itd., ale dziś bardzo łatwo można takie postawy umiejscowić w politycznym kontekście i zanegować, ośmieszyć, umniejszyć ich znaczenie.

Kim są odbiorcy Twoich prac?

Ludzie wrażliwi na treść i formę. Mam wrażenie, że w środowisku artystycznym odbiorcami są przede wszystkim inni twórcy. Rodzaj wzajemnej adoracji. Trudniej trafić do odbiorcy spoza środowiska. I jeśli spojrzeć na sytuację z zewnątrz to może wydawać się, że środowisko to cechuje homogeniczność i hermetyczność. Coś w tym jest.

Jak wygląda Twoja podróż?

Podróżuję najczęściej z żoną, jest to podróż, którą organizujemy samodzielnie. Obieramy cele na innych kontynentach, miejsca kulturowo odmienne. Staramy się dotrzeć do miejsc interesujących nas przyrodniczo. Podróż jest z ogólnie zarysowanym planem, w którego trakcie poddajemy się zbiegom okoliczności, przypadkowym spotkaniom różnych ludzi, którzy zmieniają, urozmaicają pierwotny plan. To podróż, podczas której chcemy poczuć się swobodni. Staram się być też uważany na to, co mogę wykorzystać w swojej pracy artystycznej.

Rzeczy takie jak pożywienie, nocleg, transport, o których nie myślimy na co dzień w miejscu zamieszkania, w takiej podróży stają się niezmiernie istotne. Rozbijanie i składanie namiotu czy pakowanie plecaka przybierają formy codziennego rytuału. Ta powtarzalność sprawia, że szybko je usprawniamy.

Również taki charakter przybrał projekt Szkielety, w którym wykorzystując aluminiową konstrukcję swojego namiotu, buduję w różnych miejscach rzeźbiarskie układy przestrzenne. To rzeźba otwarta na krajobraz, prawie przezroczysta, niewidoczna, delikatny rysunek w przestrzeni. Relacja między formą a krajobrazem zmienia się w zależności od punktu patrzenia. Obchodząc formę, notuję zmianę jej widocznego kształtu w stosunku do przestrzeni za nią, więc ich wzajemną relację. Interesuje mnie właściwie nieograniczona ilość tych wizualnych obrazów i możliwości.

Co sądzisz o deficycie natury?

Deficyt natury dotyka mnie jako mieszkańca miasta, miejsca z betonu i szkła. Miasto jest strukturą zaprojektowaną, a mnie ciągnie do jakiejś namiastki dzikości. Zastanawiam się, dlaczego w mieście nie może być dzikiej łąki, dlaczego to zawsze musi być wypielęgnowany ogród, przystrzyżony trawnik, park z alejkami i fontanną. Dlatego lubię peryferia miast, tam, gdzie kończy się porządek i zaczyna się jakiś nieład. Miejsca między miastem a wsią, między wsią a lasem, gdzie natura zawłaszcza na powrót to, co zagospodarował człowiek lub nie zdążył jeszcze zagospodarować. Konstatacja jest taka, że przedmieścia miast się rozszerzają, że to, co przed chwilą było peryferiami, staje się bliższe centrum. Ta ekspansja jest powodem migracji ludzi ze wsi do miast, aby zmienić swój status ekonomiczny. Poczucie deficytu natury może odwrócić ten trend.

Czego szukamy podróżując w kierunku naturalnych przestrzeni?

Siebie. Zrozumienia siebie. Dlaczego żyjemy tak, jak żyjemy.

Jak wyobrażasz sobie świat za kilkadziesiąt lat?

Trudno przewidywać co będzie za kilkadziesiąt lat, świat zmienia się bardzo szybko. Myślę, że w rozumieniu ogólnym ludzie nie są świadomi tych zagrożeń, które sami sobie stwarzają. Jesteśmy między młotem polityki a kowadłem wiedzy. Internet przysłużył się temu, że błądzimy między różnymi rozbieżnymi twierdzeniami. Następne pokolenia będą musiały zmagać się z problemami globalnymi, które teraz generujemy my. Nie widzę tego optymistycznie.

Co mogą zrobić twórcy, aby zmieniać postawy i świadomość ludzi?

Aby cokolwiek zmienić, twórcy muszą robić dobą sztukę. Edukować, kierować uwagę, napominać, antycypować przyszłość, wskazywać problem, zapraszać do dyskusji, dawać przykład. Jeśli mówimy o sztukach wizualnych to ważną rolę pełnią instytucje, zarówno państwowe jak i prywatne, krytycy sztuki, edukatorzy szeroko rozumianej kultury, nauczyciele.

Mógłbyś jednym zdaniem podsumować swoją twórczość?

Nie wiem, czy jest potrzebne układanie podsumowującego motta, nie chciałbym ograniczać i spłaszczać tego, co robię.

Jaki jest kolejny cel Twojej podróży?

Może pustynia Wadi Rum w Jordanii. Chciałbym też wrócić do Ameryki Południowej i Indii. Podróż po Iranie będę musiał odłożyć z powodów politycznego napięcia. Nepal mnie woła już od dłuższego czasu.