Wszystko jest ekosystemem

Korzystasz z różnych mediów, które jest Ci się najbliższe?

Jeszcze przed kryzysem związanym z wirusem zaczęłam pracować z zupełnie nowym medium takim jak dźwięk. Zaczęłam go używać w 2019 roku. Najpierw na wystawie „Endling”. Odbyła się w Galerii Labirynt w Lublinie, tworząc instalację dźwiękową z nagrań archiwalnych, głosów ptaków wymarłych gatunków. Niektóre z nich były ostatnim dostępnym zapisem.

Od tego momentu zaczęłam się tym bardziej interesować i sama nagrywać. Dźwięk to dla coś zupełnie nowego. Nie jestem specjalistką w tym zakresie, dlatego często współpracuję z innymi ludźmi, na przykład z Bartkiem Zaskórskim, z którym stworzyliśmy nagrania z ostatniej barbórki z Bytomia, przed zamknięciem kopalni. Był to zapis odchodzenia pewnej lokalnej tradycji i folkloru. Nagrywałam również dźwięki topniejących lodowców, które wykorzystałam przy okazji instalacji dźwiękowej zrealizowanej wspólnie z Danielem Szram, artystą dźwiękowym z Bazylei. Dźwiękiem zaczęłam się zajmować, ponieważ szukałam medium, które będzie moją odpowiedzią na kryzys związany z nadprodukcją.

Obecnie kolekcjonuję nagrania terenowe różnych dźwięków, które się kojarzą z katastrofą z motywem odchodzenia, końcem różnych zjawisk.

W swoich pracach staram się ograniczać nadprodukcję, dlatego z reguły bazowały one na rzeczach znalezionych lub z odzysku.
Jedną z takich prac była lektyka, którą zaprezentowałam na wystawie „Buona Fortuna” w Rzymie. Wykonana była przez mojego chłopaka Tomka Partyka z drewna znalezionego na śmietnikach oraz suchych, zeszłorocznych ziół i kwiatów, które sama zebrałam.

Staram się nadawać nowego znaczenia efemerycznym znalezionym rzeczom, nie wykorzystywać żywych roślin, tylko to, co z pozoru niepotrzebne. Niestety, fotografując, trudno jest uniknąć wydruku, jednak ramy staram się wykonywać ze znalezionego drewna z recyklingu.

Świadomość tego co stanie się z wykonanym dziełem i jaki wpływ będzie miało na środowisko, jest dla mnie bardzo ważna. Zwracam szczególną uwagę na to co i z czego tworzę. Jak odpowiedzieć na zagadnienia, których się podejmuję w odpowiedzialny sposób.

Co jest bodźcem, który skłania Cię do podjęcia pracy nad nowym dziełem?

Proza życia sprawia, że motywacje do tworzenia są bardzo różne i wynikają z różnych okoliczności.

Często jest tak, że kiedy jestem zaproszona na wystawę, żeby zrobić nowy projekt, to dotyczy on jakiś lokalnych kontekstów. Praca w terenie jest dla mnie bardzo ważna, dlatego lubię pracę z  lokalnymi aspektami danego miejsca. Zdarza się również, że działanie wynika z własnej potrzeby i przemyśleń na temat zjawisk i rzeczy, które w jakiś sposób mnie interesują, które chciałabym skomentować lub wobec których chcę zaprotestować.

Przykładem takiego projektu była Hałda rokitnikowa powstała z potrzeby szukania rozwiązań oraz działań związanych z tematem, na który nie zwraca się uwagi, pomimo że odgrywa bardzo ważną rolę w danym miejscu. To, co dzieje się w regionie Zagłębia Konińskiego przez węgiel i cały przemysł z nim związany, jak środowisko jest tam wyniszczane, wpłynęło na mnie bardzo emocjonalnie i sprawiło, że czułam wewnętrzną potrzebę, żeby coś z tym zrobić.

Czy środowisko, w jakim się wychowałaś, miało znaczenie na wybór Twojej ścieżki kariery i rozwoju?

Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło. Wychowałam się w rodzinie, w której nikt wcześniej nie zajmował się sztuką. Kiedyś bardzo chciałam zostać ornitolożką.

Zaczęło się od fotografii, ponieważ to było dla mnie najbardziej dostępne medium. Później pojawiały się inne media, ponieważ fotografia przestała mi wystarczać, żeby powiedzieć, wszystko to, co chcę.

Kiedy podjęłaś decyzję, że rośliny i natura staną się Twoim środkiem wypowiedzi artystycznej?

Odkąd zaczęłam fotografować te tematy były mi bardzo bliskie. Myślę, że to wynika z połączenia moich zainteresowań przyrodą, zwierzętami, ogólnie biologią i sztuką. Zdecydowałam się pójść na ASP, jednak tematy biologiczne towarzyszyły mi od początku mojej artystycznej drogi. Na początku podejmowałam kwestie związane z przyrodą bardzo intuicyjnie, później zaczęłam bardziej świadomie, decydować czym się zajmuję. Jest to w pewien sposób twórcza konsekwencja, która po pewnym czasie stała się świadoma i widoczna.

Co według Ciebie oznacza określenie naturalny?

To jest trudne słowo. Wszystkie prace, które robię, są o tym, żeby dowiedzieć się, co znaczy, czym jest i żeby trochę mu zaprzeczyć. Zawsze jest to w pewien sposób krytyczne podejście do tego sformułowania. Działania związane z  dekonstruowaniem tego pojęcia i refleksją nad tym co natura oznacza i czy to określenie jest adekwatne do rzeczywistości w momencie, kiedy pochodzi jakby z ontologicznego rozłamu, że natura jest na zewnątrz, że my jesteśmy gdzieś obok.

Staram się w swoich pracach pokazać, że natura jest ściśle połączona z procesami wytwórczymi człowieka, że obieg materii w ekosystemach pojawia się niemal wszędzie.

Dlatego zajmuję się takimi środowiskami, które w takim klasycznym rozumieniu natury by się nie zmieściły, a jednak to też są ekosystemy. Wszystko jest ekosystemem, miasta, stare, opuszczone fabryki, śmietniska… Jestem mocno związana ze Śląskiem, z Zagłębiem, z postindustrialnym krajobrazem, wychowałam się tam, z ludźmi, którzy pracowali w przemyśle. Natura w tamtych obszarach nie miała nic wspólnego z tym romantycznym podejściem takiej nietkniętej ludzką ręką przyrody, była zdegradowana i zmodyfikowana, taka, na którą nie zwraca się uwagi, nie ceni, ani nie obejmuje ochroną. Uważam, że powinno się też docenić takie miejsca, które przyroda przechwytuje na powrót i do których wraca. Wielogatunkowe ekosystemy w takich miejscach wytwarzają się bardzo szybko i w momencie kiedy znaczna część planety jest przekształcona, to tego typu miejsca są niezwykle istotne i myślę, że również je powinno się docenić.

Jak przebywanie w środowisku naturalnym wpływa na człowieka?

Sporo badaczek z filozofii posthumanizmu, antropocenu, postuluje, żeby starać się widzieć siebie jako część wieloaspektowego ekosystemu i nie oddzielać natury od człowieka, ja również się z tym zgadzam.

Każdy proces wytwarzania, nadprodukcji w kapitalizmie jest ściśle powiązany z innymi procesami. Nadprodukcja śmieci wywołuje powstawanie złóż na Pacyfiku porównywanych do wysp. Wszystko jest bardzo ściśle połączone; procesy nadprodukcji dóbr, hodowla przemysłowa, transport.

Jaki jest najciekawszy element współzależności z naturą?

Wydaje mi się, że te relacje człowieka z przyrodą są bardzo ważne. Widać to szczególnie teraz, jak bardzo mocno wpłynął na ludzi fakt, że zamknięto nas w domach, przez notabene wirusa, który też pochodzi od zwierząt. Wziął się najprawdopodobniej od tego, że zwierzęta były wyzyskiwane przez człowieka, co powinno być absolutnie zakazane.

Ciekawy jest fakt, że globalna pandemia, która zmusiła nas do siedzenia w domach, która doprowadzi do ogromnego kryzysu, wzięła się od jednego mikroorganizmu.
Cały ogólny ludzki system pada, przez coś, czego nie możemy zobaczyć gołym okiem.

Fascynujące jest też to, że do wyludnionych przestrzeni zaczynają wracać zwierzęta, pojawia się roślinność, która była niszczona przez tłumy. Weneckie kanały zapełniają się na nowo rybami, możemy oglądać stada saren przechadzające się po ulicach turystycznych miejscowości.
Odebrano nam możliwość kontaktu z przyrodą i sama odczuwam, że jest to bardzo męczące. Zwłaszcza że jeżeli ktoś mieszka w kawalerce w centrum Warszawy, bez balkonu i możliwości wejścia do parku choćby na chwilę.

Osobiście, zawsze kiedy robi się cieplej, praktycznie cały czas przebywam na zewnątrz, duża część mojej sztuki, powstaje podczas pracy w terenie i pracy z ludźmi, dzieje się na zewnątrz lub w lesie. Kontakt z naturalną przestrzenią i ekosystemami jest kluczowy dla zdrowia psychicznego i fizycznego, pozbawienie się tej możliwości jest torturą.

Protesty, które pojawiły się po wprowadzeniu zakazu korzystania z lasów, są dowodem na to, że deficyt natury jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia.

Deficyt natury staje się coraz bardziej powszechny wśród młodych ludzi, czy teraz lub będąc dzieckiem, poczułaś, że istnieje takie zjawisko?

W dzieciństwie miałam lasy i jeziora obok blokowiska, wprawdzie z widokiem na hutę, ale jednak były. Nie spędzało się wtedy tak dużo czasu przy komputerach, nie było mediów społecznościowych.

Obecna sytuacja pandemii, przymusowej izolacji i lock down, uświadomiła mi, że dostęp do przyrody jest w dużej mierze uzależniony od czynników ekonomicznych. Tak samo jak sposób spędzania lock down jest bardzo klasowy.

Ludzie dobrze sytuowani wynajęli sobie domy na wsi albo już je mają. Żeby uciec z miasta trzeba mieć własny samochód i najlepiej własny kawałek lasu, ponieważ do całej reszty obowiązuje zakaz wstępu.

Niestety większa część społeczeństwa gnije w małych M2, gdzie są pozamykani całymi rodzinami, dlatego hasło #stayhome nie dla wszystkich znaczy to samo. Niektórzy, ci bardziej uprzywilejowani traktują ten czas jako świetny relaks, lecz jednocześnie rośnie też współczynnik przemocy domowej. Jeżeli ktoś mieszka, w jednopokojowym mieszkaniu w pięć osób całą rodziną, w której występuje przemoc, to zabranianie dzieciom wyjścia z domu samodzielne na pięć minut jest torturą. Trudno w takiej sytuacji myśleć pozytywnie.
Pojawiły się również nadzieję, że dzięki temu spowolnieniu, będzie niższa emisja CO2, co już widzimy w niektórych rejonach. Jednak gospodarka kiedyś będzie musiała się odbić i obawiam się, że bardzo szybko będzie chciała wszystko naprodukować, razem z zanieczyszczeniami.
Nie wiem, czy ktoś czegokolwiek nauczy się z czasu koronawirusa. Bardzo bym chciała, żebyśmy wykorzystali to jako szanse na zmianę systemu, w którym funkcjonujemy. Na wprowadzenie alternatywnych rozwiązań dla gospodarki i ekonomii – na bardziej sprawiedliwy i skończyli z wyzyskiwaniem innych istot i ekosystemów. COVID-19 To jest ostrzeżenie ostatniej szansy, bo za rogiem już czyhają konsekwencje kryzysu klimatycznego – potencjalnie o wiele groźniejsze w skutkach.
Sama, żeby przetrwać psychicznie i nie zwariować, zaczęłam szukać alternatyw dla parku, do którego nie mogę wejść, chociaż jest tuż za oknem.

Okazało, że z drugiej strony kamienicy, w której mieszkam, jest mały ogródek. Są tam, jakieś rośliny, kilka kwitnących wiśni, od razu kupiłam kilka sadzonek, sprzątnęłam trochę przestrzeń i zaczęłam sadzić rośliny, to mnie uspokaja i pozwala na chwilę oderwać od tej dziwnej sytuacji wokół. Okazało się również, że w piwnicy naszej kamienicy mieszka też kilka kotów.

Po ubiegłym roku miałam poczucie dużego zmęczenia, ogrom pracy, liczne wyjazdy i sporo zrobionych wystaw… Czułam, że potrzebuję trochę odpoczynku. Miałam taki plan, żeby trochę zwolnić w tym roku, nie da się tworzyć w takim pośpiechu, bycie kreatywnym wymaga oddechu i wyciszenia od czasu do czasu.
Sporo wystaw na koncie to sukces jednak wszystkie one wymagają zaangażowania. System obiegu sztuki, jest oparty w dużej mierze na nadprodukcji i szybkim przemiale. Czasami przypomina to fast fashion, mocno kapitalistyczny system, rządzący się swoimi zasadami.

Zastanawiam się jak spowodować, żeby instytucje sztuki i cały obieg związany ze sztuką był bardziej ekologiczny. Nie tylko pod kątem produkcji tworzyw czy unikania latania samolotem, ale też systemu zależności pomiędzy ludźmi, który mógłby stać się bardziej wspólnotowy, zwolnić przy jednoczesnym zachowaniu szerokich możliwości.

Obecnie wszystko zwolniło razem z całym obszarem związanym ze sztuką, zamknięcie spowodowało, że wielu ludzi z pola sztuki zostało bez środków do życia, bo pracuje na umowach śmieciowych lub bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Może się również okazać, że po pandemii obudzimy się w  rzeczywistości, gdzie nie będzie już miejsca na wielkie międzynarodowe biennale. Być może powstanie coś sensownego co będzie bardziej oparte bardziej na współdziałaniu i wzajemnej odpowiedzialności.

Czy w obecnej sytuacji, kiedy technologia jest źródłem wielu interesujących doświadczeń i bodźców, przebywanie na łonie przyrody może być jeszcze inspirujące?

Myślę, że po tym zamknięciu, wszyscy będą mieli kompletnie dosyć nowych mediów i siedzenia przy kompie. Mam nadzieję, że na jakiś czas czeka nas zwrot, w stronę dostrzegania tego co jest poza światem cyfrowym, w stronę analogowej rzeczywistości.
Słychać już głosy przedstawicieli biznesu, którzy zaczynają zauważać, że wszystkie umowy, układy, transakcje i spotkania w międzynarodowych korporacjach mogą odbyć się za pomocą aplikacji, bez organizacji licznych delegacji i generowania niepotrzebnych kosztów. Uważam, że taka zmiana wyszłaby nam na dobre, bo może się okazać, że tak duża liczba lotów jest zupełnie niepotrzebna. Może się okazać, że te nowe technologie, wideo konferencje, spotkania online, mogą zostać z nami w większym stopniu na dłużej.

Nie wyobrażam sobie jednak studiowania tylko i wyłącznie online. Budowanie wzajemnych relacji i różne sytuacje, jakie wydarzają się w trakcie studenckiego życia, mają ogromną wartość i utrata tego aspektu byłaby bardzo krzywdząca.

Jaki wpływ mają twórcy na sposób postrzegania otoczenia przez swoich odbiorców?

Myślę, że wpływ może być naprawdę duży. Sama staram się rozgrywać i komponować prace w taki sposób, żeby działały sugestywnie. Są różne strategie tego, w jaki sposób można zadziałać, zastanawiam się nad tym zawsze kiedy wpadam na nowy pomysł. Myślę, co chcę powiedzieć lub przekazać i jakie narzędzia dobrać, żeby w danym momencie i kontekście miały najlepszą formę.

Chcąc zająć się tematem transformacji w Wielkopolsce wschodniej i wykorzystać do tego owoce rokitnika będące pewnym symbolem tego zjawiska, zamiast robić im zdjęcia, albo film, postanowiłam zrobić z nich sok, zadziałać bardziej bezpośrednio. Uważam, że tego typu rzeczy, wychodzące trochę z pola sztuki i wchodzące w bezpośrednią interakcję z ludźmi są bardziej angażujące.

Praca Center for living things składająca się z porzuconych niegdyś przedmiotów, które zostały zaadaptowane przez naturę, moim zdaniem się o wiele lepiej spełnia w ogrodzie botanicznym, niż w galeriach. W takim kontekście praca jest pełniejsza, ale też odbiorcy są inaczej nastawieni, nie spodziewają się, że przychodzą oglądać sztukę rzeźby lub instalację, przychodzą oglądać rośliny. Moim zdaniem ciekawe są takie konceptualne gesty prowokujące do dyskusji.

Podobne działania miały miejsce w BWA w Bydgoszczy, zrobiłam katalog powystawowy, który, zamiast katalogiem jest ekranem fotowoltaicznym. Zastanawiając się z kuratorką jak zrealizować katalog w ramach budżetu, zaproponowałam takie rozwiązanie.
Stwierdziłam, że nie chcę wydawać kolejnego katalogu. Zwłaszcza że jedną książkę wydałam w zeszłym roku, więc pomyślałam, że kolejne działanie tego typu jest zbędne. Ekran zasilał nie tylko moją wystawę, ale i kolejne. Razem z moim znajomym Antonim Rogalą, który go instalował, wyliczyliśmy, że w słoneczne dni dwa ekrany mogłyby zasilić całą galerię. Niestandardowe działania często sprawdzają się o wiele bardziej niż utarte schematy. Często, zamiast prowadzić dyskusję na jakiś temat wolę po prostu zrobić coś, co choć trochę przyczyni się do zmiany lub poprawy sytuacji

Jak wyobrażasz sobie świat za kilkadziesiąt lat?

W Polsce na pewno będziemy mieć problem z wodą,oraz dostępem do żywności.

Kryzys klimatyczny będzie się dawał na maksa we znaki, już w tym roku oprócz epidemii czeka nas też największa od wielu lat susza. Na skutek tych zmian z pewnością zwiększy się umieralność. Być może zaczną się jakieś konflikty, a tym samym migracje … wszystkie te rzeczy będą się potęgowały i będą bardzo mocno odczuwalne.

Z pozytywnych rzeczy, być może okaże się, że kapitalizm już w ogóle nie jest funkcjonalny, może powstaną jakieś inne sposoby funkcjonowania społeczeństw. Oparte niekoniecznie na tym systemie, ale też nie na systemach opresyjnych. Pojawiają się ciekawe propozycje alternatywnych modeli ekonomi np. donaut economy.
Być może bardziej popularna stanie się oddolna samopomoc, co widać zwłaszcza teraz w przypadku pandemii. Widać jak ludzie potrafią się zjednoczyć, na przykład szyjąc maseczki dla szpitali.

Taka oddolna samoorganizacja jest bardzo pozytywna, być może to jest coś, co nam zostanie po tym czasie i będzie pomocne w dobie kryzysu. Zrzeszanie się w kooperatywy, spółdzielnie, pomoc sąsiedzką, które teraz stały się bardzo popularne. Coraz liczniej powstają grupy, gdzie ludzie oferują swoją pomoc innym, choćby w zakupach, czy wyprowadzeniu psa. Może taka kolektywność i poczucie mikro wspólnot pozwoli nam mniej dotkliwe przetrwać trudny czas, który z pewnością nas czeka.
Mamy jeszcze szansę zniwelować konsekwencje dotychczasowego podejścia do środowiska, zwierząt i natury pozbywając się ciągłej potrzeby wyzysku. Idealny świat za pięćdziesiąt lat to rzeczywistość, w której współdzielimy przestrzeń, nie tylko między ludźmi, ale również z innymi gatunkami, bytami i istotami. Ta świadomość jest niezbędna, żeby je docenić i szanować.

W swoich projektach staram się rozważać, czym jest natura, gdzie jest, jak poszczególne ekosystemy wzajemnie na siebie wpływają i gdzie jest w tym wszystkim miejsce dla człowieka. Być może pokolenia, które będą się wychowywać w czasach, kiedy będzie bardzo źle, będą starały się naprawić relacje z innymi istotami i na tym budować nową rzeczywistość. Międzygatunkowe społeczności, to społeczności przyszłości, jeżeli na ma to jakoś w ogóle przetrwać.